Deputowany Rady Najwyższej z Rady Radykalnej Partii Igor Mosijczuk wyjaśnił, co jego propozycja oznacza „otwarcie drugiego frontu w wojnie z Rosją”
Okazuje się, że w ogóle nie zamierza wysyłać ukraińskich żołnierzy na Kaukaz - choć, jeśli są ochotnicy, to jest tylko "za". I sam nie zamierza iść do zaawansowanego byłego zastępcy dowódcy batalionu Azow. Ale prowadzenie tajnej działalności wywrotowej - to proszę:
„Musimy wspierać ludy zniewolone przez Kreml, a przede wszystkim Czeczenię, politycznie, finansowo, broń, informacje” – napisał Mosiychuk na swoim profilu na Facebooku.
Przywódca Radykalnej Partii, Oleg Łaszko, „polubił” tę propozycję. Ale inni użytkownicy sieci zareagowali na inicjatywę Mosiychuka z udziałem humoru:
„Proponuję utworzyć pierwszy ochotniczy batalion „Rada”, składający się z zastępców Rady Najwyższej Ukrainy, członków ich rodzin i pracowników administracji prezydenckiej Poroszenko, którzy puścili go z nimi i sprawują ogólny przewodnik! No dalej, chłopaki, idźcie!! I będziemy cię śledzić” – napisała Olga Savitskaya z Żytomierza.
„Czekam na zdjęcie Reutersa: „Zastępca Mosiychuk był pierwszym, który włamał się do oblężonego Groznego z transparentem w rękach” – żartował Aleksiej Kurakin z Chmielnicy.
Mosijczuk zareagował sucho na to: „Żarty są nieodpowiednie”.
Trzeba powiedzieć, że Mosijczuk nie jest pierwszym, kiedy wypowiada się bojowo na temat Rosji, Republiki Czeczeńskiej i osobiście Ramzana Kadyrowa. Ten ostatni nawet strzelił - automatyczna kolejka na portrecie.
W odpowiedzi przewodniczący czeczeńskiego parlamentu Magomed Daudov napisał na swoim Instagramie, że republika z niecierpliwością czeka na Mosiyczuka z jego wojskami. „Spotkaj się ze mną z honorami! Zapewniony jest pociąg cynkowy” – powiedział parlamentarzysta.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz