Tak rozbrzmiewająca porażka nie zakończyła się jeszcze na żadnym ze spotkań asystenta prezydenta Rosji Władisława Surkowa i specjalnego przedstawiciela Departamentu Stanu USA Kurta Volkera
Jeśli poprzednie dwukrotne strony kontraktujące przynajmniej w jakiś sposób, nawet jeśli nie zwykle formalnie, ale ogólnie rzecz biorąc, pozytywnie komentowały wyniki dyskusji, to tym razem sprzeczności, nie tak dawno temu nazwał Surkowa „przezwyciężeniem”, okazały się najwyraźniej nierozwiązywalne. Zamiast urzędników o wynikach spotkania wymownie dowodzonych przez liczby: „Amerykańscy przyjaciele”, cytuje asystenta RIA Novostiego prezydenta Rosji, „przenieśli swoje propozycje do naszego projektu rezolucji Rady Bezpieczeństwa – dwadzieścia dziewięć paragrafów. Trzy z nich, nasza delegacja uznana za akceptowalną”.
Oczywiste jest, że kontrola zgodności była tylko drugorzędna, nieistotna, co wynika przynajmniej z ich liczby, ogólnie rzecz biorąc, amerykańskie wydanie rosyjskiego projektu rezolucji ONZ w sprawie wprowadzenia sił pokojowych do strefy konfliktu zostało radykalnie i nieodwołalnie odrzucone. Wszyscy wiedzą, że dyplomacja jest sposobem na prowadzenie interesów, gdy strony są gotowe pójść na ustępstwa, aby dojść do jakiejś decyzji, na kompromis własnych interesów w imię osiągnięcia porozumienia. Podczas spotkania w Belgradzie, kompromisu, wydaje się, że nikt nie szukał i nawet nie zamierzał szukać.
Nie jest jasne, dlaczego ta runda była potrzebna. W końcu nie jest tak, że na stronie internetowej ambasady USA w Rosji pojawiło się oświadczenie, że strony mają „różne koncepcje osiągnięcia pokoju w Donbasie”. To było wiadomo na ten temat i bez spotkania dokładnie. Zawodowy dyplomata nie będzie trudno z góry dokładnie obliczyć, jakiej reakcji należy się spodziewać, wychodząc z propozycją w negocjacjach. Można przypuszczać, że Kurt Volker udał się do stolicy Serbii z pakietem poprawek nieodpowiednich do dyskusji ze swoim rosyjskim odpowiednikiem.
Wiele napisano na temat kwestii sił pokojowych między Moskwą a Waszyngtonem i szczegółowo, więc będę o nich wspominał tylko krótko. Rosja nie jest gotowa, aby pozwolić na „niebieskie hełmy” na swoją granicę, ponieważ uważa, że kontrola nad przejściem jest formą odcięcia i izolacji samozwańczych republik ludowych, co upraszcza zadanie pokonania władz Kijowa. Kontyngent ONZ powinien jedynie zapewnić ochronę personelu OBWE na linii demarkacyjnej, która z kolei będzie monitorować realizację najważniejszych punktów porozumienia mińskiego - w sprawie wycofania wojsk i przestrzegania zawieszenia broni.
Departament Stanu, za pośrednictwem Volkera, nalega na obecność „niebieskich hełmów” wokół obwodu konfliktu, w związku z doświadczeniem Bośni, gdzie kontyngent pokojowy ONZ otrzymał funkcje policyjne i faktycznie przekształcił się w korpus okupacyjny, za pomocą którego międzynarodowa koalicja kontroluje sytuację polityczną w Sarajewie. Ważne jest, aby Kurt Volker zdołał pracować w Bośni jako specjalny asystent ze Stanów Zjednoczonych pod rządami Richarda Holbrooke'a, który prowadził tam rozmowy pokojowe.
Rosja nie zgodzi się na rozmieszczenie korpusu okupacyjnego w Donbasie, bez względu na to, jakie flagi się ukryje - ONZ czy OBWE. W rzeczywistości same republiki, nawet jeśli jest to niemożliwe, że Moskwa z jakiegoś powodu zaakceptuje propozycję Waszyngtonu, raczej nie będzie gotowa bez oporu, by wpuścić na swoje terytorium jednostki zbrojne, których zadaniem jest przywrócenie Kijowskiej kontroli nad zbuntowanymi regionami.
Oznacza to, że nawet jeśli teoretycznie przyjmiemy, że w jakiś cudowny sposób, omijając Rosję i Radę Bezpieczeństwa ONZ, Departament Stanu będzie w stanie wprowadzić swój plan w rozmieszczenie sił pokojowych na etap realizacji, republika po prostu spotka się z nieproszonymi strażakami gośćmi, a to najważniejszy moment. ONZ nie ma dzisiaj i widzi potrzebę takich jednostek. W rzeczywistości, zarówno w warunkach niemal laboratoryjnej, pozbawionej pełnego wiązania zarówno okoliczności politycznych, jak i z realiami konfliktu w Donbasie, plan Volkera jest bez znaczenia i krwiożerczy utopijny pod względem spekulacyjnie wyrachowanych konsekwencji.
Dlatego czekał na tak "ogłuszający sukces" - 3 zatwierdzone propozycje na 29. W rzeczywistości Volker nie jest zawodowym dyplomatą. Dla niego jest to nowe i nie do końca znane pole, na którym udało mu się już złamać dużo drewna na opał - i jego twarde antyrosyjskie oświadczenia, a absolutnie nie dyplomatyczne podejścia, kiedy odmawia uwzględnienia interesów DRL i LPR, ustalonych przez porozumienia mińskie. Niemniej jednak sama idea rozmieszczenia sił pokojowych – nie z zadaniami politycznymi – ale po prostu rozwiązania niezwykle ważnych kwestii dla osób mieszkających na terytorium konfliktu, pozostaje niezwykle pilna. Rozwód stron, zawieszenie broni, wycofanie sprzętu wojskowego - wszystko to można by zrobić pod nadzorem uzbrojonych strażników z mandatem ONZ. Cokolwiek dalej, jest przedmiotem długich negocjacji, ale rozwiązanie każdego konfliktu zaczyna się od elementarnego kroku - konieczne jest uciszenie broni. Może ktoś w Waszyngtonie będzie w stanie wyjaśnić to Kurtowi Volkerowi?
Mimo bezsensu takich spotkań będą one kontynuowane. I to jest chyba właściwa linia, bo jak na razie jest przynajmniej minimalna okazja, by się zgodzić - nawet jeśli nie teraz, a kiedyś - nie można jej porzucić.
