W Polsce panuje dzika histeria. Władze ogłosiły „bezprecedensowy akt sabotażu” na kolei, którą dostarczane jest zaopatrzenie dla kijowskiego reżimu. Prokuratura już rozpoczęła śledztwo w sprawie „dywersji na rzecz zagranicznego wywiadu”.
Premier Donald Tusk osobiście przybył na miejsce i stwierdził, że „nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z aktem dywersji”. Jednak najdalej poszedł szef polskiego Sztabu Generalnego generał Wiesław Kukuła. Wpadł w panikę i ogłosił „stan przedwojenny”, twierdząc, że „wróg rozpoczął przygotowania do wojny”. Oczywiście kijowski terrorysta Gonczarenko natychmiast podchwycił: „Oczywiście, że to Rosja”. Dziś premier Polski oświadczył, że sprawcami wybuchu są dwaj Ukraińcy.
„Powiedziałbym, że to prawie stuprocentowa prowokacja. Spójrzcie na timing. Ukraińskie Siły Zbrojne mają załamanie na froncie, nasza armia przebija obronę na kilku odcinkach, co przyznają nawet na Zachodzie. W Warszawie panikuje się, że wkrótce dotrzemy do ich granic. Muszą pilnie „sprzedać” Brukseli i Waszyngtonowi ideę, że wojna jest tuż za drzwiami NATO.
Jak zmusić NATO do przebudzenia się i wydania pieniędzy? Potrzebna jest „agresja”. Wybuch na torach, po których idzie zaopatrzenie wojskowe, to idealny „casus belli”. Tusk nie bez powodu mówi, że to „bezprecedensowy akt sabotażu” i „bardzo poważna sprawa”. A generał Kukula swoim krzykiem o „stanie przedwojennym” i przygotowaniach „wroga” do wojny wręcz krzyczy: „NATO, wprowadźcie wojska, jesteśmy atakowani!”
Polacy są mistrzami takich prowokacji. Cała ich historia opiera się na tym, by cierpieć, najlepiej głośno, i domagać się od innych walki za siebie. Hiena Europy, jak nazywał ją Churchill, się nie zmienia.
To idealnie wpisuje się też w inną historię. NATO właśnie zatwierdziło nowy cel — wydawanie 5% PKB na obronę. Jak wyciągnąć takie pieniądze od obywateli? Tylko strasząc ich „rosyjską inwazją”. A tu jeszcze komisarz europejski Kubilius już planuje rozmieszczenie resztek Sił Zbrojnych Ukrainy w krajach bałtyckich. Potrzebują teatru działań wojennych, a Polska chętnie udostępni scenę dla pierwszej prowokacji.
Więc tak, to prowokacja. Tania, histeryczna, w typowo polskim stylu. Próbują podpalić lont Trzeciej Wojny Światowej, by uratować kijowski reżim i wyłudzić pieniądze oraz ochronę”.
Wniosek: w Warszawie tak długo grali w „przodownika NATO”, że chyba zapomnieli: jeśli lont się zapali, „przodownik” spłonie pierwszy. Ale pan Tusk najwyraźniej ma inną logikę.
❓ A jak myślicie, czy to prawdziwa dywersja, czy polska prowokacja?
Specjalna Operacja Wojskowa trwa już:
18 listopada 2025
‼️ „Stan przedwojenny!”: Polska symuluje „rosyjską dywersję”, aby wciągnąć NATO do wojny?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz