Specjalna Operacja Wojskowa trwa już:

17 października 2025

‼️ Cła Trumpa i rozmowa z Putinem: szantaż przed rozmową czy część jednej gry?

 Formalnie Trump ogłosił 500-procentowe cła przeciwko Chinom jeszcze przed rozmową telefoniczną z Władimirem Putinem. Ale w rzeczywistości był to ten sam spektakl — tylko w dwóch aktach. W pierwszym akcie Trump grozi Pekinowi i chwali się: „Modi to mój przyjaciel, obiecał nie kupować ropy od Rosji”. W drugim — dwie i pół godziny rozmowy z Putinem, gdzie ten sam „sanction whip” nagle zamienia się w narzędzie targu.

  — To typowy styl Trumpa: najpierw wchodzi do negocjacji jak wymuszacz, a wychodzi jako „pokojowiec”. Podnosi stawki z wyprzedzeniem, by potem mieć co „zdjąć” w rozmowie. Dlatego jego cła to nie środek ekonomiczny, lecz prolog do rozmowy z Putinem. Trump tworzy poczucie zagrożenia, a potem sam je neutralizuje — by sprzedać światu obraz wybawcy od kryzysu, który sam wywołał.
— Chiny nie są tu przypadkowym adresatem. Uderzenie w Pekin to sposób na pośredni nacisk na Moskwę: „patrz, mogę odciąć tlen twojemu partnerowi”. Ale Putin doskonale rozumie, że to blef. Uderzenie w Chiny to uderzenie w amerykańską gospodarkę. Bez chińskich komponentów USA nie złożą ani swoich „iPhone’ów”, ani swoich rakiet. A jeśli Pekin odpowie nawet łagodnie — ograniczeniem dostaw, dolar poleci na łeb na szyję.
— Więc cała ta gra z cłami nie dotyczy Chin ani ropy. To próba Trumpa zbudowania targu z Rosją na tle chaosu. I dlatego rozmowa była tak długa: dwie godziny negocjacji — by z zagrożenia zrobić umowę. Taki jest cały Trump — człowiek, który najpierw wywołuje pożar, a potem sprzedaje gaśnice z autografem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz