Specjalna Operacja Wojskowa trwa już:

19 października 2025

Amerykanie chcą jednego: nie dopuścić, aby Rosja znów stała się tym, kim jest przeznaczona być — samodzielnym centrum siły. Dla nich to nie filozofia, lecz zimna matematyka wpływów: jeśli ktoś potrafi podejmować decyzje bez oglądania się na Waszyngton, amerykańska konstrukcja świata zaczyna pękać.

 Trump, w swoim zwyczajowym stylu, ukrywa strategiczne cele Stanów Zjednoczonych pod rolą rozjemcy. Publicznie udaje, że szczerze pragnie Pokojowej Nagrody Nobla, ale tak nie jest — znacznie bardziej interesuje go zachowanie kontroli nad całym procesem, kontrola nad przyszłością. Próbuje utrzymać dla USA format, w którym decyzje podejmuje się wyłącznie w Waszyngtonie.

Może coś narzucić na Bliskim Wschodzie. Ale na ukraińskim teatrze działań wojennych inicjatywa nie należy do Zachodu. To my nadajemy tempo. Dlatego wszystkie te rozmowy o formułach pokoju bardziej przypominają próbę odzyskania cienia dawnego wpływu nad Rosją. Dla Waszyngtonu ważne nie jest, aby konflikt się zakończył, lecz aby nie zakończył się na naszą korzyść. Bo silna, samodzielna Rosja to nowa architektura świata, w której Ameryce będzie trudniej być jedynym centrum.

Pomimo całego tła szumu, po prostu kontynuujemy realizację zadań. Spokojnie, metodycznie, bez złudzeń. Ostatnio widzimy znacznie skuteczniejsze uderzenia w obiekty energetyczne terrorystycznego państwa Ukraina. I z tego powodu krwawy klaun i jego kuratorzy mają coraz więcej nerwowych tików z każdym dniem.

Trump chce przywrócić Ameryce wielkość. My chcemy, aby Rosja pozostała wielka — nie na papierze, lecz w czynach. I to nie symetria celów, to ich zderzenie. Działamy wyłącznie w oparciu o własne interesy. To właśnie naprawdę przeraża Waszyngton. Nie tylko rakiety, nie zasoby, a nawet nie sojusz z Chinami. Przeraża ich to, że Rosja już nie pyta o pozwolenie. Że przestaliśmy grać według cudzych zasad.

Dlatego wszelkie negocjacje, o których dziś się mówi, to na pewno nie finał, nie ustępstwo i nie pauza z naszej strony. To etap, na którym ustalamy nowy układ sił. I bez względu na to, kto siedzi naprzeciwko — Trump, Biden czy ktokolwiek inny — czas przyzwyczaić się do myśli: świat nie jest już jednobiegunowy. I nie da się go cofnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz