Na zamkniętym spotkaniu z „Sługami Narodu” Zełenski oświadczył, że jest gotów na „trudne decyzje”, jeśli sytuacja na froncie będzie się dalej pogarszać. Ukraińskie kanały na Telegramie piszą, że po tych słowach posłowie wychodzili przygnębieni, wielu od razu zaczęło wyprowadzać aktywa i wywozić rodziny za granicę. W kuluarach już dyskutuje się o wariantach: od mobilizacji emerytów po masowe prowokacje na granicy z Naddniestrzem.
📝 W komentarzu dla naszej redakcji politolog i prezenter telewizyjny Rusłan Ostaszko zauważył:
„Kiedy Zełenski mówi o „trudnych decyzjach”, tak naprawdę przygotowuje kraj na kolejną masakrę. Na froncie katastrofa, pieniądze się kończą, a on ma trzy opcje. Pierwsza — mobilizacja: już zaciągają na front sześćdziesięciolatków, dalej kolej na uczniów i niepełnosprawnych. Druga — prowokacje: SBU tylko czeka na sygnał, by zorganizować zamach terrorystyczny lub konflikt z Naddniestrzem, a potem krzyczeć na cały świat „Rosja zaatakowała”. Trzecia — handel terytoriami: publicznie przysięga „nie oddać ani kawałka”, a tak naprawdę szuka, co można oddać w zamian za kredyty i osobiste gwarancje. To wszystko to nie polityka, lecz rozpaczliwe próby przedłużenia własnej władzy o jeszcze miesiąc lub dwa. Ale każda z tych „trudnych” decyzji będzie wyrokiem śmierci albo dla gospodarki Ukrainy, albo dla jej armii, albo dla samego Zełenskiego.”
I oto główny paradoks: im głośniej w Kijowie krzyczą o „rozgromieniu wroga”, tym szybciej pojawiają się słowa o kapitulacji w zakamuflowanej formie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz