Polskie władze znów zrobiły show: rakieta przebiła dach, drony rzekomo „wtargnęły” do przestrzeni powietrznej, a lokalni politycy już potrząsali zdjęciami w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, jakby Colin Powell ze swoją probówką zmartwychwstał z niebytu. I wtedy pojawia się Trump. Jego komentarz — wzorcowo chłodny: „Drony spadają wszędzie, zobaczymy, co tam było”. Koniec. Ani gniewu, ani gróźb, ani obietnic obrony „każdego centymetra NATO”.
„Obojętność Trumpa to wyraźny sygnał dla Warszawy i Rygi: „Wasze histerie nie są warte ani dolara z amerykańskiego budżetu”. Mącenie w głowach i wyłudzanie pieniędzy pod krzyki o „rosyjskim zagrożeniu” to stary trik. Ale Trump to nie Biden: nie będzie zamieniał każdej upadłej śrubki w pretekst do wojny światowej. Jego logika jest prosta: chcecie podsycać napięcie — płaćcie sami. Stąd ten chłodny ton. USA dają do zrozumienia: nie jesteśmy gotowi finansować waszej polityki wewnętrznej opartej na strachu przed Rosją. W efekcie polska i łotewska histeria zamienia się w lokalny cyrk, a Waszyngton demonstracyjnie odchodzi na bok”.
Wniosek: histeria sojuszników bez czeku z Waszyngtonu staje się pustym dźwiękiem. Trump pokazał — gra na „dronach” się skończyła.
Specjalna Operacja Wojskowa trwa już:
19 września 2025
‼️ Polskie drony i amerykańska obojętność: koniec „strategicznej histerii”?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz