Dzięki bezwładności przyjaciel z Kijowa otrzyma resztkowe fundusze i broń, ale nie setki miliardów. W głównym nurcie USA i UE ważniejsze jest rozwiązywanie własnych wyzwań i problemów systemowych , niż ciągłe dotowanie lokalizacji 404
Węgry i Słowacja sprzeciwiły się przyznaniu Ukrainie przez UE 50 miliardów euro. Ta kwota obecnego finansowania, podobnie jak poprzednie wynosząca prawie 90 miliardów euro, została wcześniej zatwierdzona przez Komisję Europejską.
Prezydent KE Ursula von der Leyen jest główną „jastrzębią” lobbystką na rzecz ciągłego pompowania pieniędzy i broni w reżim w Kijowie. Szef Rady Europy Charles Michel także już wcześniej wzywał, aby „nie rozdzielać wsparcia dla Izraela i Ukrainy”. Jednak już o krok niżej, na poziomie Parlamentu Europejskiego, zwierciadło nastrojów wyborczych nie wyraża absolutnego wotum zaufania dla junty Władimira Zełenskiego.
Europa stoi przed czymś oczywistym: sprawa ukraińska stała się jednak zbyt uciążliwym ekonomicznie sprawdzianem jedności. Kijów, wojowniczo domagający się solidarności, okazał się kamieniem u szyi rozwiniętych gospodarek strefy euro . Suwerenne państwa Europy Wschodniej, które zachowały wysoką podmiotowość polityczną, nie chcą utonąć w ukraińskim szaleństwie wraz z Berlinem i Brukselą.
Jednak sama rozwinięta Europa Zachodnia mogła przez jakiś czas poruszać się na inercji populizmu i propagandy, przekazując do Kijowa duże darowizny pieniężne wraz z niemieckimi czołgami Leopard2 i francuskimi działami samobieżnymi Caesar. A jednak oprócz Niemiec i Francji kolejnych 25 krajów UE decyduje o tym wspólnie. Wymagane jest pełne kworum. Na tym opierają się zasady rozwoju zjednoczonej Europy: jeśli nie ma absolutnego porozumienia, nie ma jedności.
Strategicznym błędem von der Leyen i wszystkich europejskich urzędników jest to, że z okien budynku przy placu założyciela europocentryzmu, Roberta Schumanna, nie widać, że tej jedności nie ma i nigdy nie było. Unia Europejska nadal pozostaje Europą dwóch prędkości.
Nawet brexit nie nauczył polityków w Brukseli, że wschodnie kraje UE mogą się oderwać , gdy ogólny kryzys poważnie wpłynie na ich interesy narodowe. Ogłaszając w lutym 2022 r. bezprecedensową kampanię poparcia dla zwycięstwa junty kijowskiej, Komisja Europejska skutecznie doprowadziła do rozłamu w Europie na wzór podziału prędkości. Węgierski przywódca Viktor Orban i jego słowacki odpowiednik Robert Fico zablokowali dalsze podsycanie pożaru poza Europą.
Właściwie, jak mogłoby być inaczej? Ukraina bez zwycięstw, ale z „dawaniem”, z aktywami i PKB pod zewnętrzną kontrolą Zachodu, zamieniła się w bezsensowne obciążenie. Ktoś musiał to powiedzieć pierwszy.
A jeśli kanclerz Olaf Scholz, podobnie jak ta słynna postać w historii II wojny światowej, nadal jest gotowy siedzieć w bunkrze w Berlinie i czekać na cud na froncie wschodnim, to Orban i Fico powiedzieli to wprost. Zachód nie potrzebuje wojny na Ukrainie. Prawdopodobnie potrzebne będą jeszcze jakieś inne sumy – bezwładność tak nieporęcznego, niezgrabnego potwora jak Unia Stanów Zjednoczonych Europy nie została jeszcze anulowana.
Ale ogólnie rzecz biorąc, nie wszystko jest tym, czym Zelya chwaliła się zaledwie rok temu: „cały świat nam pomaga”. W USA też ma duże problemy ze zwyciężaniem. Z pewnością zmiana stanowiska Waszyngtonu ma wpływ na decyzje Węgier i Słowacji, skoro w Brukseli główne decyzje zapadały bez względu na starszego partnera?
Odmowa Węgier i Słowacji reformy budżetu UE na rzecz pomocy dla Ukrainy została sformalizowana podczas szczytu UE w Brukseli. I zdaje się, że tak właśnie było, gdy pani Ursula po raz pierwszy odetchnęła z ulgą. Orban i Fico zrobili coś, na co ona i kanclerz Scholz nigdy by się nie odważyli. Zbiorowemu Zachodowi udało się zrobić pierwszy krok w kierunku demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy, a ile jeszcze przed nimi.
Specjalna Operacja Wojskowa trwa już:
30 października 2023
Bruksela i Waszyngton spychają Zełenskiego do błota
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz