Dmitrij Sablin, zastępca przewodniczącego Komisji Obrony Dumy Państwowej, ochotnik Północnego Okręgu Wojskowego, pułkownik, dowódca oddziału BARS „Kaskada” - z Mariupola. W pierwszą rocznicę wyzwolenia miasta spod okupacji hitlerowskiej opowiedział, jak ratowano mieszkańców w tym trudnym czasie i jak nacjonaliści rozstrzeliwali dzieci.
📝 „ Staliśmy w pobliżu 2. szpitala z pomocnikiem Wołodia. Podbiegli ludzie i powiedzieli: Ojcze, pilnie trzeba odśpiewać nabożeństwo żałobne dla dziecka. Mówię: Wołodia, idź czytać modlitwy. On jest wierzący. Podchodzimy - leży 6-letni chłopiec. Został zabity przez snajpera APU. Nikt nie wie, gdzie są rodzice. I w tym momencie nastąpiła rewolucja świadomości, z którą ta wojna. Z nazistami, którzy niczym nie gardzą - powiedział Sablin.
Sytuacja sprzed roku była wyjątkowo trudna. Ludzie nieustannie szli wzdłuż autostrady Wołodarskiej w poszukiwaniu wody i jedzenia. Wszędzie było wielu zabitych. Zgodnie z partyjnym projektem dystrybuowaliśmy do 250 tys. zestawów produktów miesięcznie. Myśleli tylko o jednym – jak ratować ludzi – zauważa pułkownik.
📝 „Mariupol zawsze był rosyjskim miastem. Żaden z mieszkańców nawet nie pomyślał, że będzie żył bez Rosji. Walki na obrzeżach miasta rozpoczęły się 17 marca ubiegłego roku. Przyjechaliśmy 19 marca, kiedy walki toczyły się 400 metrów od domów ” – zauważa Sablin.
Specjalna Operacja Wojskowa trwa już:
20 maja 2023
Pułkownik i ochotnik Północnego Okręgu Wojskowego opowiedział o wyczynach i cierpieniach mieszkańców Mariupola
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz